Jednym z powodów, dla których tak trudno jest nam wejść na wymarzony poziom C1 w angielskim, jest zaawansowane słownictwo.
Dobrze pamiętam moje przygotowania do egzaminu CAE. Musiałam uczyć się słówek, które były długie, pokręcone, z niczym mi się nie kojarzyły. Miałam wrażenie, że nigdy nie wejdą mi do głowy i… nigdy ich nie użyję.
I akurat tu się myliłam, bo myślę, że większość z nich jednak pamiętam i używam (jeśli nie czynnie, to biernie, czyli spotykam je, czytając i słuchając). Ale dojście do tego to był dłuuuuugi proces. Wkuwanie z listą słówek przed CAE nie przyniosło efektu — potrzeba było czasu i ogromu praktyki.
Zaawansowany angielski kojarzy nam się właśnie z takimi długimi, skomplikowanymi, wyglądającymi niekiedy jak zbitka przypadkowych liter wyrazami. To wyrazy, które znajdziemy w przepisach prawnych. tomikach poezji i przemówieniach króla Anglii. Fajnie je znać, czasem się na nie natkniemy, ale nie powinny być priorytetowe jeśli nie potrafimy poprawnie użyć wyrazów, które już znamy.
Dlaczego C1 to takie wyzwanie?
→ Bo na tym etapie już nie chodzi tylko o wiedzę i poziom komunikatywny, ale o to, jak płynnie i naturalnie posługujesz się językiem w różnych sytuacjach, czasem dość specjalistycznych
→ Bo potrzebujesz regularności, praktyki i planu, które sprawią, że Twoja nauka będzie miała sens i efekty
→ Bo bez wsparcia łatwo się pogubić lub stracić motywację
A gdyby tak…
→ przestać tkwić na wiecznym B2
→ przestać bać się odezwać na wakacjach czy w pracy .
→ swobodnie posługiwać się angielskim w każdej możliwej okazji — czy to w rozmowach, czy w czasie wolnym, np. czytając książkę w oryginale.
To jest piękna wizja, która wcale nie musi pozostawać w strefie marzeń, choć może teraz wydaje się odległa i mało realistyczna.
Wiem, jak trudne jest wejście na poziom zaawansowany i wiem, z czym mierzyli się moi uczniowie, próbując to osiągnąć — dlatego właśnie stworzyłam WYPRAWĘ, , czyli nasze bezpieczne miejsce do rozwoju, bez oceniania, bez wypalania się, bez presji.



